Od początku sierpnia każdy w Unii, kto publikuje obraz wygenerowany przez AI mogący uchodzić za zdjęcie realnego miejsca, musi to ujawnić. Moje studio robi wizualizacje codziennie: makiety fascji, nocny widok podświetlanej reklamy, moodboardy do fit-outu. Pytanie nigdy nie brzmiało, czy przepis dosięgnie pięcioosobową pracownię. Pytanie brzmi, które z naszych obrazów realnie obejmuje i jak ma po tym wyglądać normalna praktyka w biurze.
Co się zmieniło, po ludzku
Obowiązki są dwa i leżą po dwóch różnych stronach.
Pierwszy spoczywa na tym, kto robi narzędzie. Narzędzia generatywne muszą znakować swój wynik w formacie odczytywalnym maszynowo, tak żeby program dalej w łańcuchu potrafił rozpoznać, że plik powstał albo został zmieniony przez model. Narzędzia, które były już na rynku, kiedy przepis wszedł, dostały krótki rozbieg i mają czas do początku grudnia. Wszystko, co weszło na rynek później, ma ten obowiązek od razu.
Drugi obowiązek spoczywa na nas, czyli na tych, którzy narzędzia używają. Jeżeli generujesz albo modyfikujesz obraz, dźwięk lub wideo przypominające realne miejsce, przedmiot, osobę albo zdarzenie i wynik mógłby uchodzić za autentyczny, musisz ujawnić, że powstał sztucznie. Ten obowiązek nie dostał żadnego rozbiegu. Obowiązuje dziś.
Widełki kar za tę kategorię naruszeń sięgają piętnastu milionów euro albo trzech procent światowego obrotu, przy czym dla małych firm bierze się kwotę niższą. Nikt nie ukarze małego studia piętnastoma milionami euro za nieoznaczony moodboard i nie o to tu chodzi. Chodzi o to, że nieoznaczony obraz generatywny w ofercie przetargowej jest od teraz wadą tej oferty, a dział prawny klienta potraktuje go dokładnie tak.
Granica, która ma znaczenie: render czy zdjęcie
Wizualizacja z CAD nie jest problemem. Każdy przy stole wie, że render to render, i nikt nigdy nie pomylił go ze zdjęciem z budowy. Przepis uruchamia się tam, gdzie obraz mógłby fałszywie uchodzić za autentyczny. W praktyce dzieli to naszą robotę dość czysto:
- Zamodelowana fascja na zamodelowanej witrynie, oświetlona w silniku renderującym: widać, że to grafika, oznaczenia nie potrzeba.
- Zdjęcie realnej witryny klienta z doklejoną zamodelowaną reklamą: to fotomontaż i wypada go podpisać, ale samo zdjęcie jest prawdziwe.
- Ta sama witryna, w której reklama, refleksy i pół chodnika wyszły z modelu obrazowego: to dokładnie ten przypadek, dla którego przepis powstał. Oznaczamy.
Nasza zasada kciuka jest prosta. Jeżeli klient może zrobić zrzut ekranu, wysłać go właścicielowi lokalu, a ten uwierzy, że widzi zdjęcie gotowej realizacji, obraz idzie z oznaczeniem.
Wizualizacje dla klientów budujemy jako sceny modelowane, a nie generowane, właśnie z tego powodu, i dlatego bronią się też później, kiedy ktoś zacznie je podważać (wizualizacje i prototypy).
Kwestia retuszu
Nikt nie chce podpisywać korekcji obiektywu i przepisy zostawiają na to miejsce: narzędzia pełniące funkcję zwykłej pomocy w edycji albo takie, które nie zmieniają istotnie tego, co im podano, są poza obowiązkiem znakowania. Prostowanie pionów, podciąganie cieni, wyklonowanie worka ze śmieciami. To sprzątanie kadru. Sprzątanie kadru kończy się tutaj:
- Podmiana nieba na zdjęciu z montażu, które pokazuje gotową realizację.
- Wypełnienie generatywne dorabiające fragment elewacji, którego aparat nigdy nie widział.
- Usunięcie rusztowania, reklamy konkurencji albo zaparkowanej dostawczej ze zdjęcia z inwentaryzacji.
Ten ostatni punkt najmniej martwi mnie od strony urzędu, a najbardziej od strony własnej roboty. Zdjęcie z inwentaryzacji, z którego generatywnie zniknęła dostawcza, przestaje być zdjęciem z inwentaryzacji. Ktoś za pół roku będzie z niego zdejmował wymiar, a piksele za tą dostawczą to zgadywanka modelu.
Gdzie to uwiera w reklamie wizualnej i fit-oucie
- Prezentacje ofertowe i moodboardy: największa ilość, najmniejsze ryzyko. Jedna linijka podpisu pod obrazem i temat zamknięty.
- Wnioski do planistów i zgody właściciela budynku: największe ryzyko. U nas zasada brzmi, że do wniosku nie idzie żaden obraz generatywny. Jeżeli urzędnik ma zobaczyć reklamę w kontekście, dostaje wizualizację modelowaną nałożoną na datowane, nieruszane zdjęcie z miejsca.
- Marketing i case studies: zdjęcie gotowej realizacji robi się aparatem. Jeżeli zdjęcie zostało wyczyszczone modelem, piszemy o tym albo go nie publikujemy.
- Dokumentacja powykonawcza i eksploatacyjna: nigdy. Komplet rysunków i zdjęcia powykonawcze to dowód, a dowodu się nie upiększa.
Tekst jest u nas tematem spokojniejszym. Obowiązek ujawniania tekstu generowanego celuje w materiały publikowane po to, by informować opinię publiczną o sprawach publicznych, i znika tam, gdzie człowiek bierze odpowiedzialność redakcyjną za to, co wychodzi. Opis technologii montażu napisany z modelem, a potem przeczytany, poprawiony i podpisany przez inżyniera, jest dokumentem tego inżyniera.
Irlandia i Polska: kto właściwie patrzy na ręce
Irlandia poszła drogą rozproszoną. Centralne biuro do spraw AI pełni rolę koordynatora i pojedynczego punktu kontaktu, a pod nim pracują regulatory sektorowe, które już istniały, piętnaście organów, wśród nich urzędy od ochrony danych, mediów, konsumentów oraz bezpieczeństwa i higieny pracy. Dla studia reklamowego realna droga do kłopotu prowadzi przez skargę konsumencką albo reklamową, nie przez wizytę inspektora od AI.
Polska zbudowała jeden nowy organ. Krajowa ustawa została podpisana w lipcu, przewodniczący ma być powołany w październiku, a sama komisja rusza w listopadzie. Czyli teraz, we wrześniu, obowiązek jest w pełni żywy dla polskiego użytkownika systemu, podczas gdy urząd, który ma go pilnować, dopiero się obsadza. Nie czytajmy tego jako okresu ochronnego. Przepis stosuje się wprost, a klienci pytają o niego dużo wcześniej niż urzędy. Przez moje biurko przeszły tego lata dwa kwestionariusze przetargowe z pytaniem, czy któryś z załączonych materiałów powstał z użyciem AI. To jest mechanizm, który realnie zmieni zachowania, nie kary.
Co zmieniliśmy u siebie
Pięć rzeczy, żadna droga:
- Konwencja podpisu. Każdy obraz generatywny niesie pod sobą linijkę: obraz koncepcyjny wygenerowany przez AI, nie jest zdjęciem gotowej realizacji. To samo brzmienie w obu językach.
- Nazewnictwo plików. Wynik generatywny dostaje przedrostek w nazwie, żeby nie przewędrował po cichu z moodboardu do rejestru rysunków.
- Nie kasujemy metadanych. Ścieżki eksportu, które spłaszczają i zapisują na nowo, zdejmują maszynowe oznaczenie, które narzędzie wpisało do pliku. Nasze już tego nie robią.
- Dwa foldery na projekt: koncepcja i dowód. Do folderu z dowodami nie wchodzi nic generatywnego.
- Jedna linijka w ofercie o tym, do czego użyliśmy AI przy tej robocie. Klienci to czytają i jeszcze nas to nie kosztowało zlecenia.
Co z tym zrobić
Jeżeli robisz wizualizacje dla klientów, to jest popołudnie pracy, nie projekt. Wypisz, które z waszych materiałów są faktycznie generatywne, ustalcie konwencję podpisu i wpiszcie ją do szablonu, a potem postawcie twardą granicę między obrazem, który sprzedaje pomysł, a obrazem, który ma stać jako zapis stanu. Część zgodnościowa jest mała i w większości mechaniczna. Część zawodowa, czyli to, że zdjęcie w dokumentacji powykonawczej jest nadal zdjęciem, zostaje z nami niezależnie od tego, co zrobią dalej regulatorzy.



